sobota, 2 lipca 2011

Krem na noc 30+ Pat&Rub

Na wstępie muszę zaznaczyć, że nie mam 30 lat, w związku z czym nie jestem w stanie ocenić właściwości ujędrniających produktu. Mam 23 lata, od dobrych sześciu lat korzystam z filtrów, kwasów, retinoidów i antyoksydantów. Przez ostatnich kilka miesięcy używałam Locacidu, przede wszystkim w celu spłycenia blizn potrądzikowych i ograniczenia nowych wyprysków. Niestety, problemy hormonalne niweczą całą pracę u podstaw. W najbliższym czasie wybieram się do endokrynologa, mam nadzieję, że coś razem zdziałamy.

Ciężko mi jednoznacznie zdefiniować typ mojej cery. Jest przede wszystkim wrażliwa. Po mamie odziedziczyłam skłonność do naczynek, przez ostatni rok udało mi się je wyciszyć. Od dłuższego czasu jest odwodniona, ma na to wpływ zarówno obdzieranie Locacidem jak i problem ze znalezieniem odpowiedniego kremu nawilżającego. Problemy hormonalne sprawiają, że zmagam się z wypryskami na wysokości uszu, linii żuchwy oraz na brodzie. Kolejne wypryski pojawiają się w okresie pylenia roślin - jestem alergiczką. Bardzo trudna w pielęgnacji, wymagająca uważnego czytania składów, co i tak nie jest gwarancją gładkiej skóry.

Krem na noc 30+ kupiłam w Sephorze zaraz po wprowadzeniu na rynek, czyli ho ho, całe dwa tygodnie temu ;). Byłam zdesperowana, na twarzy wysyp jak w wieku 13 lat, aplikacja Locacidu zamiast pomóc, dołożyła tylko popękaną skórną skorupę. Bardzo ucieszyło mnie to, że producent nie wpakował tam znienawidzonego masła karite. Większość kosmetyków naturalnych bazuje właśnie na shea, które zapycha mnie od pasa w górę, powoduje bolesne, długo leczące się gule. Wyjątkiem są moje dłonie i usta, ale i tak mam obawy, że nakremowanymi dłońmi dotknę twarzy lub rozmażę pomadkę.

Obietnice producenta:
Ujędrnia, reguluje, naprawia, regeneruje, uelastycznia
Antyoksydanty, kwasy omega 3 i 6, aminokwasy, flawonoidy, peptydy, proteiny, substancje chroniące i odbudowujące elastynę. Hipoalergiczny.
Chroni i odbudowuje włókna kolagenowe. Przywraca skórze równowagę hydrolipidową. Zwiększa odporność i elastyczność skóry, poprawia jej napięcie. Zwalcza wolne rodniki. Nie zawiera alergenów.

Skład:
Aqua, Triticum Monococcum Seed Extract,  Polyglyceryl-6 Distearate, Glycerin, Manilkara Leaf Extract, Caprylic/Capric Triglyceride, Hexapeptide-11, Silybum Marianum Seed Oil, Algae Extract, Argania Spinosa Kernel Oil, Stearic Acid, Jojoba, Mimosa, Sunflower Seed Wax, Polyglyceryl-3 Esters, Propanodiol, Oriza Sativa (Rice) Bran Wax, Squalene, Phytosterols, Tocopherol, Tocotrienol, Croton Lechleri Resin Powder, Cetyl Alcohol, Hydrogenated Palm Kernel Glycerides, Hydrogenated Palm Glycerides, Isoamyl Laurate, Microcrystalline Cellulose, Cellulose  Gum, Glyceryl Sterarate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Xanthan Gum, Sodium Phytate, Sodium Hydroxide, Parfum

Cena: 140zł/50ml.




Krem zamknięty został w opakowaniu typu airless z pompką. Moim zdaniem opakowanie jest odrobinę niedopracowane, po kilku pierwszych aplikacjach krem zaczął strzelać z pompki w różnych kierunkach, sama pompka ma skłonność do odpadania. Teraz wyciskam krem w zagłębienie dłoni, dzięki czemu nie tracę kremu na rzecz kafelek w łazience. Sam krem jest gęsty, na twarz wystarczą mi dwie lub trzy porcje, w zależności od tego jak obficie chcę się wysmarować. Bardzo podoba mi się zapach, czy raczej brak zapachu. Alergicy, testujcie śmiało! Zapach nie ma nic wspólnego z intensywnymi kompozycjami Pat&Rub do ciała, nie jest też w żadnym wypadku powtórką z - koszmarnej moim zdaniem - serii hipoalergicznej, która kojarzy mi się z kiepskim odświeżaczem do powietrza. Zapach jest z tej samej kategorii co Pharmaceris czy Clinique. Lekko słodkawy, delikatny i zupełnie nie przeszkadza. Krem wchłania się do takiego treściwego matu - czujemy, że skóra jest nasmarowana, z łatwością można wyczuć opór pod opuszkami palców, ale sama skóra się nie błyszczy. Bardzo lubię taki efekt. Często kremy na noc zostawiają błyszczącą warstwę na skórze, która dodatkowo podkreśla moje problemy z wypryskami, w przypadku Pat&Rub mogę patrzeć w lustro i nie wpaść w depresję ;).
Teraz najważniejsze: działanie. Oczekiwałam, że krem nawilży moją skórę, odżywi, wyciszy podrażnienia które powstają po złuszczaniu. Tchnie w nią odrobinę życia, bo jednak obdzieranie retinoidami sprawia że owszem, pracujemy na dobrą kondycję skóry w przyszłości, ale w czasie kuracji wygląda na mocno zmęczoną. Po dwóch tygodniach smarowania się codziennie, czasem dwa razy dziennie, widzę zdecydowaną poprawę stanu skóry. Nawilżył, złagodził podrażnienia, sprawił, że skóra jest bardziej zwarta, pory są mniej widoczne. Nie zapchał. Mam mniej wyprysków, ale znów: w moim przypadku za dużo kwestii zdrowotnych nakłada się na problemy z cerą, żeby móc jednoznacznie powiedzieć "tak, to jego zasługa".

W tym momencie jestem bardzo zadowolona z zakupu. Nigdy nie widziałam większych profitów wynikających z używania kosmetyków naturalnych na mojej twarzy, w najlepszym wypadku jej nie szkodziły, zazwyczaj była bardzo wysuszona. Postanowiłam zaryzykować i nie żałuję wydania tej kwoty (-20% przy okazji dni VIP w Sephorze).

A właśnie, miejsce zakupu Pat&Rub. Przyznam, że nie jestem wielbicielką kupowania tych kosmetyków w Sephorze. Nie jestem przekonana do idei podgrzewania kosmetyków naturalnych na ichniejszych mocno podświetlanych półkach. O ile nie muszę czegoś kupić na już-teraz, wybieram sklep internetowy Pat&Rub. Mam pewność, że dostaję kosmetyki prosto od producenta. Ceny mają zazwyczaj o kilka złotych niższe, niż w Sephorze*. Dodatkowo mają bardzo fajny system rabatowy! Niemal cały czas na ich facebookowym profilu dostępne jest hasło rabatowe, dzięki któremu dostajemy 20% rabat (w tym momencie to hasło "FILM"). Kolejne zniżki to rabaty od kwoty zamówienia. Powyżej 200zł dostajemy 3% rabatu, powyżej 300zł - 5% rabatu, powyżej 400zł - 7% rabatu. I jeszcze 10% rabatu dla klientów, którzy w ciągu ostatnich 6 miesięcy wydali w ich esklepie więcej niż 1000zł. A najlepsze jest to, że wszystkie rabaty się u nich sumują! I zawsze do zamówienia dorzucają kilka próbek :)

W tym momencie wypadałoby się udać do nauki na ciężki, poniedziałkowy test. Kiedy znów poczuję słabość w członkach i niechęć do tablic gramatycznych, opiszę ich nowy krem pod oczy.

*Sephora bardzo mnie zaskoczyła, dając cenę 159zł za serum do twarzy. W esklepie kosztuje 20zł więcej.

środa, 29 czerwca 2011

W najbliższym czasie

Poniosło mnie, przyznaję. W najbliższym czasie do centrów handlowych mogę wchodzić tylko na kawę i sałatkę ;). Spodziewajcie się wpisów między innymi o:


Paula's Choice


Nowych kosmetykach do pielęgnacji twarzy z Pat&Rub


Peelingu enzymatycznym i maseczce łagodzącej Phenome


Pod wpływem bloga Cathy - spore zamówienie z bioarp.pl


Uległam też płynnym różom Benefitu


Oraz balsamom do ust z firmy Korres


niedziela, 26 czerwca 2011

Kupując - pomagasz.

Wiem, wiem. Nie było mnie prawie rok. Od kilku tygodni dojrzewała we mnie chęć do powrotu do blogowania i oto jestem :)

Lubię, gdy firmy tworzą gadżety, z których 100% zysku przeznaczane jest na pomoc konkretnym organizacjom czy ludziom. Ostatnio na Facebooku znalazłam apel o pomoc dla Pauli Pruskiej (dla osób, które nie mają konta na fb - http://pokazywarka.pl/vuuj28/). Można pomóc przez zakup koszulki Fuck Rak, całkowity zysk ze sprzedaży trafia na leczenie Pauliny.


Koszulek do spania i na spacery z psami nigdy nie jest za mało, ja już swoją zamówiłam - zachęcam i was :)

Kolejna ciekawa inicjatywa, to bransoletki Lilou, z których cały dochód przeznaczony jest na pomoc fundacji Dawców Komórek Macierzystych.


Bransoletki można kupić w ich sklepie online i w sklepach stacjonarnych. Moja wygląda identycznie, jak ta ostatnia po prawej stronie - srebrny puzzel na grubym, żółtym sznureczku. 
Jest też firma, która pomaga, ale nie podobają mi się zasady na jakich to robi. Myślę o firmie Kelly Melu i stworzonych dla fundacji "A kogo?" bransoletkach Belief. Przez czerwiec, za każdy zakupiony egzemplarz, 5 złotych zostanie przekazanych na pomoc fundacji. 


Mam dwa pytania: dlaczego tak krótko i dlaczego tylko taka kwota. Wolę już przelać całość, którą zapłaciłabym za bransoletkę, na konto fundacji. Informacja o spełniającym się życzeniu w momencie, gdy bransoletka się zerwie, wywołuje u mnie złośliwy uśmieszek.

Kojarzycie może jeszcze jakieś inicjatywy tego typu? Szczególnie zależałoby mi na polskich :)

środa, 29 września 2010

Zakupy w Yves Rocher

Wrzesień minął nie wiadomo kiedy... A ja jestem w jednej wielkiej uczelnianej kupie. O ile łatwiej jest buszować w sklepach internetowych zamiast w kserówkach ;)

Yves Rocher jest jedną z firm, do których mnie nie ciągnie. W zeszłym tygodniu trafiłam jednak na ten wpis: Yves Rocher w wersji eko i jakoś to zamówienie samo poszło ;) Dodatkowo przekonał mnie gratis - peeling z marokańską glinką. Miałam na niego ochotę zaraz po wprowadzeniu do oferty, ale nie skusiłam się na niego przede wszystkim ze względu na cenę (65zł/150ml).


Odżywka do włosów suchych





Balsam odbudowujący na zniszczone końcówki




Płukanka octowa z malin





Woda ułatwiająca rozczesywanie




 Błyskawiczna maseczka przywracająca blask
Mój "hit" - nie ma nigdzie podanego składu ;)


Paczka rozpakowana kilka godzin temu, więc nie mogę skomentować działania żadnego z produktów. Bardzo do mnie trafiają te opakowania :) Tylko szkoda, że znów spontaniczny zakup odsunął w czasie to, co planowałam od trzech miesięcy - obkupić się w produkty Davines i spróbować Lusha.

środa, 25 sierpnia 2010

Miuki

Dziś trochę z innej beczki. Jestem w trakcie urządzania mojego nowego mieszkania. Szczerze mówiąc mam już mdłości gdy przeszukuję designerskie sklepy w poszukiwaniu czegoś, co trafi w mój gust i nie będzie szokowało stosunkiem ceny do jakości użytych materiałów (moim hitem są pojedyncze meble z płyt MDF za kilkanaście tysięcy).
Dziś w dziwaczny, pokrętny i niespodziewany sposób trafiłam na stronę Miuki


I bardzo żałuję, że trafiłam tam tak późno! Od zawsze marzyłam o takim siedzisku. Za czasów mej młodości ;) były to koszmarki w rodzaju pokrowca-piłki nożnej, ale ta plastyczność-elastyczność zawsze do mnie przemawiała. A żałuję, bo kilka miesięcy temu zdążyłam już kupić tego typu poduchę od zagranicznej konkurencji. Ba, zdążyłam zaopatrzyć zarówno siebie jak i dwa psy w "grubaski" (firma nazywa swoje poduchy Fat Boy).
Wielka szkoda, że Miuki nie są sprzedawane w żadnym ze znanych mi sklepów z wyposażeniem wnętrz - wolałabym kupić polski produkt.

Czy znacie ciekawych polskich projektantów, którzy nie pojawiają się w sklepach typu Czerwona Maszyna, Fabryka Form, Deco24 czy ZoomZoom (swoją drogą - ZoomZoom zajął pierwsze miejsce w moim prywatnym rankingu koszmarnych sklepów). Dajcie znać w komentarzach! Brakuje mi jeszcze kilku mebli: dwóch dużych regałów na książki, kanapy, biurka, rozkładanego łóżka dla gości i wprawdzie mam swoje typy ale jestem otwarta na propozycje :)

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Wymień starą maskarę na Clinique High Impact

Dziś do mojej skrzynki mailowej trafiła bardzo miła wiadomość. Jutro na pewno podskoczę do Sephory by wymienić mój aktualny tusz (kupiony z ciekawości Bell Push Up) na miniaturkę Clinique!

piątek, 20 sierpnia 2010

Flos Lek Natural Body

Godzinę temu przyleciały do mnie zakupy ze sklepu internetowego Flos Leku - kilka kosmetyków z serii Natural Body. Dla siebie zamówiłam dwa żele do mycia: Mango&Marakuja i Opuncja&Biała herbata. Dla siostry, która uwielbia pachnące masła do ciała, wzięłam masła Truskawka&Poziomka, Wanilia&Czekolada i Mango&Marakuja.



 


Żel w ich e-sklepie kosztuje 13,05zł/250ml, masło - 21,35zł/240ml. Ceny byłyby OK gdyby składy wyglądały nieco inaczej. Producent obiecuje na przykład:

 "Masło o bogatej konsystencji i przyjemnym intensywnym zapachu wanilii i czekolady polecane do codziennej pielęgnacji skóry przesuszonej, odwodnionej oraz normalnej skłonnej do okresowego spadku nawilżenia. Zawiera naturalne oleje roślinne: słonecznikowy, babassu, masło Shea i oliwę z oliwek o działaniu zmiękczającym, wygładzającym skórę oraz nawilżająco- relaksujący ekstrakt z wanilii:"

A wszystko, czym przyciąga klientów, umieścił w drugiej połowie składu:



Co mi się podoba, to staranne zabezpieczenie produktu przed otwarciem w sklepie. Na masłach znajduje się folia, zawartość słoika chroni plastikowy krążek.


Żele mają naklejkę-plombę oraz kawałek plastiku który trzeba oderwać by otworzyć zakrętkę:


Mam manię "niemacanych" produktów, w sklepie zawsze biorę produkty z tyłu. Tutaj mam ten komfort, że zamawiałam od producenta, ale i tak brawo!
Otworzyłam tylko jeden żel i jedno masło. Kosmetyki nie mają intensywnych zapachów :) Szkoda, że skład znajduje się tylko na kartoniku...